No i po pierwszym dniu. Jeszcze 49 (w tym etapie).
Ile etapów będzie - nie wiem, co się będzie zmieniać też nie wiem, bo to zależy od postępów na tym etapie osiągniętych. Wiem tylko, że w połowie marca spotkam się z grupą ludzi, którzy nie widzieli mnie od listopada i chciałabym, żeby zmiany w moim wyglądzie były widoczne. Na tyle widoczne by usłyszeć "ale ładnie schudłaś". No to motywacja jest.
Dla interesujących sią fachoFymi szczegółami, dane z dnia wczorajszego:
150g bialka, jakieś 15g węglowodanów, coś około 120g tłuszczy, 1750kcal
Dokladniej wpadło:
paczka łososia wędzonego, paczka szynki szwarcwaldzkiej, 50g pestek z dyni, 30g orzechów laskowych, 230g schabu w sosie pieczarkowym własnej produkcji (na oleju kokosowym), do tego fura fasolki szparagowej. Do picia coś koło 1.5l wody i kilka herbat owocowych niesłodzonych.
chyba muszę popracować nad ilością warzyw… Fasolka fajna rzecz ale jakieś inne zielone mogłabym w sumie w pracy podjadać…
Samopoczucie wczoraj miałam dość podłe. Baba jak to baba, postanowiła sobie zaznaczyć nowy etap w życiu zmianą fryzury. A że do ślubu ścinać włosów nie chcę, to wpadł mi do głowy genialny pomysł o nazwie "grzywka". Wszystko git, tylko pani fryzjerka nie do końca zrozumiała instrukcje, i to co teraz mam na głowie średnio mi pasuje. Niby to tylko włosy, odrosną, ale humor mi się spsuł i to mocno. Na szczęście mój ukochany mężczyzna i proces wybierania butów ślubnych skutecznie zaradziły chandrze.
Rzabba, masz rację (tak ogólnie) z tym walczeniem a współdziałaniem. Zastanawiam się mocno, co w moim przypadku jest adekwatne. Bo jakby nie patrzył to ja raczej walczę ze stanami chorobowymi (popsuty kręgosłup, popsute stopy i emocjonalne uzależnienie od cukru). Co wydaje mi się powiązane ze współpracą z moim ciałem (które chce naprawy skoro reaguje na wady postawy bólem). Zgodziłabyś się z takim punktem widzenia?
A jeśli o dietę chodzi to w sumie nie mam pojęcia co jest walką a co współpracą, skoro już dawno temu moja spec-trener mi powiedziała że "ja i węgle się nie zgadzamy". Za to uzależniony od cukru mózg prosi o węgle nieustannie. Na razie będę walczyć, przynajmniej z uzależnieniem. A jak uznam że to nie zepsute mechanizmy kierują moim łaknieniem, to wtedy zacznę współpracować. Przynajmniej taką mam nadzieję...
Jesli chodzi o wspolprace to mysle, ze chodzi o delikatne kierowanie a nie ciagniecie czy pchanie na sile, o zachecanie a nie zmuszanie.
OdpowiedzUsuńTrening nie musi byc zabojczy, zeby byl efektywny, dieta nie musi byc meczarnia I pasmem wyzeczen.
Jak pewnie wiesz, u mnie zdrowotnie tez nie ciekawie, z jednej strony kregoslup, z drugiej hormony, wiec tym bardziej Cie rozumiem.