środa, 29 stycznia 2014

Pierwszy trening

Sobota minęła całkiem dobrze. Od wczesnego rana (dokładnie: od 5:15) praca, na szczęście na weekendy mało stresująca. Potem trochę obowiązków, a na koniec pierwszy (oficjalnie, w tym etapie) trening z ciężarami. Oficjalnie, bo tydzień wcześniej zrobiłam sobie trening zeby zobaczyć czy A. plecy dają radę, B. ile mi to cholerstwo ukochane zajmuje, C. czy pamiętam technikę wszystkich ćwiczeń.

Oto trening A1:





(jak ktoś potrzebuje tłumaczenia ćwiczeń to proszę pisać, ja tam chętnie się wiedzą podzielę, a co mi tam ;-) Na razie nie piszę bo moi stali czytelnicy sztuk 3 mają doświadczenie z treningiem siłowym i wiedzą o co chodzi.)

No i już wiem że rumuna zmienię na bułgara. Rok temu zanim plecy się posypały wciągałam 95kg 1RM. Tych 6kg to ja nawet nie poczułam... Za to wypady czułam aż nadto. Nienawidzę. Wniosek prosty - jak najwięcej wypadów bo jak boli to działa. Oczywiście mówię o bólu mięśniowym, nie stanie chorobowym. Tego wolałabym uniknąć.
No i jeszcze side plank... O ile prawa ręka dała radę to lewa... Śmiałam się sama z siebie. Jak już przestałam dyszeć ze zmęczenia of kors.

Co do diety: czyściutko i jak zwykle przy moim LC - bardzo mięsnie. 1816kcal, 152gB, 133gT, 4gW. A dokładniej wpadły:
szynka szwarcwaldzka 150g, fasolka szparagowa, ser brie 180g, filet z piersi kurczaka 180g, olej kokosowy 15g, warzywa stir fry (cebula, marchewka, kapusta), 3 jajka i 120g boczku wędzonego.
Smacznie i zdrowo i o to chodziło ;-)

1 komentarz: